Jak wydawana jest książka?

Raczej mało kto interesuje się tym, jak wygląda proces wydawniczy – dla wielu osób to taka maszyna, w którą z jednej strony wkłada się tekst, a z drugiej po jakimś czasie wychodzi gotowa książka. Cały proces jest jednak „ciut” bardziej skomplikowany, o czym poniżej. 🙂

I. Recenzje wewnętrzne

Pierwszy, a zarazem najważniejszy punkt zarówno dla wydawcy, jak i autora. W tym miejscu recenzenci wewnętrzni (co najmniej trzej z grupy liczącej sobie ponad trzydzieści osób) otrzymują przesłane propozycje (w GC staramy się dopasować je gatunkowo, żeby, na przykład, miłośnicy hard SF nie musieli czytać fantasy z różowymi jednorożcami. Wiadomo, że przedstawiona sytuacja nie byłaby raczej zbyt owocna dla autora fantasy z różowymi jednorożcami). Gdy już recenzenci zapoznają się z tekstem, przesyłają opinie do Marcina, współwłaściciela wydawnictwa, który jest niczym starożytny władca Rzymu – jego kciuk decyduje, czy książka powędruje do planu wydawniczego, czy też będziemy zmuszeni podziękować autorowi.

Ile trzeba czekać na odpowiedź? Około 2 – 3 miesięcy, niestety, zasoby ludzkie są ograniczone, a ilość propozycji dość duża, a my chcemy uczciwie przyjrzeć się każdemu tekstowi z osobna. Niezależnie od decyzji, zawsze odpowiemy.

II. Redakcja

Teraz tekst wędruje do jednego z redaktorów w wydawnictwie i zaczyna się dość żmudny proces redakcji. To jednocześnie chyba najbardziej praco– i czasochłonny ­­etap, podczas którego autor wraz z redaktorem pracuje nad wyszlifowaniem tekstu, zarówno pod kątem stylistycznym, fabularnym, logicznym jak i językowym. Tutaj autor nie ma, oczywiście, tyle pracy co przy bezpośrednim procesie twórczym, ale i tak trzeba przyjrzeć się wszystkim propozycjom czy sugestiom, a potem dokładnie przeanalizować efekt końcowy. Gdy autor i redaktor zaakceptują tekst, ten powraca do betareaderów, jeśli okaże się, że są zastrzeżenia/uwagi, to powraca on do redakcji, i tak w koło, dopóki czytający nie zadecydują, że jest okej, a my możemy przystąpić do finału prac.

III. Korekta

Gdy tekst zostanie zaakceptowany przez „górę”, wtedy wędruje do korekty, która zajmuje się poprawieniem go pod kątem językowym i gramatycznym (na przykład morduje niepotrzebne przecinki). Po powrocie tekstu z korekty autor ponownie dostaje go do sczytania i zaakceptowania.

IV. Technikalia

Mniej więcej w momencie po zakończeniu korekty rozpoczyna się praca naszego grafika, który przygotowuje okładkę, a także osoby składającej tekst do druku. Tekst wysyłamy także do konwersji do wersji elektronicznej (wbrew pozorom wersja wysyłana do druku NIE RÓWNA SIĘ temu, co możecie potem ujrzeć na czytnikach). Książka otrzymuje numer ISBN, po wcześniejszym zgłoszeniu do Biblioteki Narodowej, a także jest wprowadzana do baz danych dystrybutorów, po którym to następuje uzgodnienie dat pojawienia się książki w sieciach księgarskich, czyli, krótko mówiąc, ostateczne dogrywanie terminu premiery. Potem pozostaje wysłać plik do drukarni i modlić się, żeby wszystko grało (i nie doszło do sytuacji, gdzie, na ten przykład, maszyna nie umie poradzić sobie z drukiem konkretnego koloru na okładce, a taka sytuacja już nam się zdarzyła).

V. Dystrybucja i marketing

Mniej więcej w momencie, gdy książka trafia do druku, my rozpoczynamy reklamowanie książki. Na początek szukamy patronatów medialnych, którzy mogą być zainteresowani objęciem patronatu nad konkretną pozycją, jednocześnie także wysyłamy informacje do recenzentów, zarówno tych z różnych portali, jak i blogosfery. Tutaj zaczyna się też najwięcej pracy z koordynacją promocji – newsy, wywiady, recenzje, artykuły, dyskusje, spotkania autorskie.

Książka zaś mniej więcej w tym momencie trafia z drukarni do naszego magazynu, skąd jest wysyłana w świat (hurtownie, sieci, współpracujące księgarnie, etc.).

Wydaje się niewiele, prawda? W rzeczywistości te cztery punkty rzadko kiedy zajmują mniej niż pół roku. 🙂 Praktycznie na każdym kroku kontrolujemy tekst i procesy z nim związane, by ustrzec się potknięć, błędów i wpadek (co nie jest w 100% możliwe, oczywiście – jesteśmy tylko ludźmi – niemniej staramy się minimalizować tę ilość).

 

Dawid „Fenrir” Wiktorski

Pin It on Pinterest

Shares
Share This