W najnowszym numerze magazynu Creatio Fantastica opublikowane zostało opowiadanie Katarzyny Rupiewicz. Z jej poprzednią krótką formą można zapoznać się na stronie Esensji. Poniżej prezentujemy fragment Bramy.

Porté pomyślał, że to nie może dziać się naprawdę. Usiadł przy ognisku chłopów i wpatrywał się w ogień. Kątem oka dostrzegł, że dowódc się budzi i rozgląda błędnie po obozie.
― Co tu robisz?! ― warknął pułkownik.
Młodzieniec sięgnął po kilka gałęzi i dorzucił je do ogniska. Wstał i spojrzał na dowódca tak, jakby on był wszystkiemu winien. Tamten cofnął się, zupełnie jak wilk w lesie. Porté nie czekał na kolejne pytania. Położył się i próbował zasnąć.
Pułkownik przeżył ostatnio wiele „długich nocy”. Setki razy rugał żołnierzy, którzy zasnęli na warcie, a i jemu czasami zamykały się oczy. Dzisiaj jednak nie zasnął. Mało czego był tak pewien na tej wojnie. Kiedy obudził się na ziemi, gotów był przysiąc, że ktoś go ogłuszył. Od początku też miał podejrzenie, kto. Dziwnym zbiegiem okoliczności
była to jedyna osoba, która nie spała. Bóg mu świadkiem, uderzyłby go, gdyby nie te oczy, płonące żywym ogniem. Nie należały do chłopa ani tym bardziej do wioskowego głupka. Może nie należały do człowieka?
Dowódca pomyślał, że sam oszalał. Powinien znaleźć sobie nieistniejące imię i zaszyć się w lesie. Kiedy noc zbladła, a Porté ani razu nie uniósł się nad ziemią i nie podpalił trawy oddechem, żołnierz nie potrafił już powiedzieć, co tak naprawdę się stało.
O świcie jeden z jego ludzi przyszedł po rozkazy. Nazywali go Bykiem, bo był wielki i czerwień strasznie go rozjuszała. Pułkownik kazał obudzić wszystkich i zatrzeć ślady postoju.
― A tamten chłop? ― spytał Byk. ― Widziałem, jak wilk przed nim spieprzał z podkulonym ogonem.
― Wypytam go.
Najlepiej byłoby go zabić. Dowódca powiesił już kilku chłopów za dezercje. Żadnego jednak za płoszenie wilków i dziwne spojrzenie.
Sierżant podał mu kubek wody.
― Zarządza pan wymarsz, panie pułkowniku?!
Starszy mężczyzna zawsze krzyczał. Nawet kiedy w oberży prosił o chleb, zachowywał się tak, jakby zwracał się do całego oddziału.
― Daj im parę minut na pozbierane się. ― Napił się wody, smakowała miernie, jak wszystko ostatnio. ― Pamiętasz tego głupka, którego zabraliśmy wczoraj?
― Tego od wilka, panie pułkowniku?!
― Niech idzie obok mnie na przedzie oddziału.
― Tak jest, panie pułkowniku!
Dowódca zmusił się do dopicia wody. Brakowało mu wina

Pin It on Pinterest

Shares
Share This