Znana wam już Fraa Farara przyjrzała się Okupowi krwi Marcina Jamiołkowskiego, jej ocena jest całkiem zachęcająca, chociaż z pewnością nie słodziła nam we wszystkich aspektach.

O moim stosunku do lektury ostatecznie zadecydował fragment z ojcem tłumaczącym Herbertowi, dlaczego w Warszawie nie działa magia. Tak, może jestem prosta, ale moje lokalno-patriotyczne serduszko kwiliło z uciechy przy tej scenie. Bo to było piękne: całkiem proste, jakieś takie niewymuszone przypomnienie, czym jest Warszawa. Dla mnie był to tak naprawdę cichy hołd, tym bardziej poruszający, że wkomponowany w treść tak po prostu, ot, w jakimś dialogu, bez puszenia się i wielkich słów – przy czym mam świadomość tego, że może nadinterpretuję, ale szczerze? Wcale mi to nie przeszkadza i będę się trzymać swojej wersji. Od tamtej sceny traktuję Okup krwi jako głęboki ukłon w stronę miasta, które wielbię z jego wszystkimi mankamentami, z długą historią, młodą Starówką, architektonicznym chaosem i tak dalej.

Całą recenzję znaleźć można zaś tutaj.

Pin It on Pinterest

Shares
Share This